grzegorzolma.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
grzegorzolma.blog.bielsko.pl/rss

Komentarzy (2)

Drugie życie Zapisków...

  
W najbliższą sobotę, we wrocławskim Teatrze Współczesnym, wystawiona zostanie adaptacja tekstu Jacka Baczaka. Fragment nieistniejącego świata to spektakl, który powstał na podstawie jego Zapisków z nocnych dyżurów. Ich lektura pozostawia mocny ślad.
* * *
Często odchodzili nad świtem. Zostawały zimne i sztywne ciała, które rano znosiliśmy do prosektorium. Ciała, wobec których odczuwałem winę, do których często mówiłem szeptem, myjąc je w kostnicy. Ale też czułem ich obcość. Podwiązywałem szczęki, zamykałem powieki, zakrywałem białymi prześcieradłami te naraz wygładzone twarze. Wkładałem spodnie, zapinałem koszule na piersi, z której jeszcze czasem w krótkim charczeniu ulatywały resztki powietrza. Zawijałem te ciała, aż stawały się jakimiś pakunkami, tłumokami - gotowymi do wrzucenia w gardziel ziemi na przetrawienie w wielkiej, nie kończącej się przemianie. W której ja też byłem pojedynczym punktem.
* * *
Zanim Zapiski..., wydał Znak, Jacek sam przygotował niewielką książeczkę, bodajże sto egzemplarzy. Jeden z nich dostałem od niego po jakieś imprezie u Franka Kukioły.
Kiedy pierwszy raz czytałem ten tekst, przenosiłem się do budynku, w którym miały miejsce opisywane zdarzenia. Znałem tę charakterystyczną bryłę, mijałem ją dziesiątki, setki razy. Jej wnętrze stanowiło jednak dla mnie tajemnicę. Wiedziałem tylko, że za grubymi murami ludzie czekają na swój kres. Teraz Baczak, kumpel z klasy, facet, do którego piwnicy-pracowni zachodziłem od czasu do czasu, uchylał mi drzwi do innego zamkniętego wnętrza. W prosty sposób opisywał swoją robotę, zwykłe czynności w niezwykłym miejscu. Rysował słowem, a nie ołówkiem jak mnie przyzwyczaił, Oblicze.
* * *
Powoli, niemal automatycznie zmywając talerze w strumieniu ciepłej wody, myślałem o tych ludziach, zjawiających się niedługo po czyimś zgonie. Skończyłem. Zakręciłem wodę, wytarłem blaty i ręce. Zerknąłem przez okno. Stał przed drzwiami kostnicy paląc. Włożył rękawice z folii, zdusił niedopałek i założył na nos i usta ręcznik. Wszedł z powrotem do środka. Patrzyłem jeszcze chwilę w biały prostokąt drzwi. Odwróciłem się od okna, wziąłem nóż i zbiegłem na dół. Uchyliłem drzwi kostnicy i zamknąłem za sobą. Brzęczenie dziesiątek much, klnięcie osiłka i odór rozkładającego się ciała zatrzymały mnie w miejscu.
* * *
W Baczakowych Zapiskach... śmierć jest czymś tak zwykłym jak zmywanie naczyń czy wytarcie blatu. Naturalną koleją losu. Umieranie, to czynność obecna tu i teraz, na wyciągnięcie ręki. Czasem trzeba na nie cierpliwie i cierpiąco czekać. Innym razem przychodzi między jednym a drugim papierosem.
Kiedy po raz pierwszy czytałem Zapiski..., podziwiałem w Baczaku ogromną siłę. Oto 20-letni mężczyzna, by uniknąć wojska, decyduje się na pracę w ośrodku dla nieuleczalnie chorych. Podmywa, przewija, karmi, sprząta. I ciągle obcuje ze śmiercią. Niczym Charon kursuje między szpitalnymi salami i kostnicą, przeprawiając na drugi brzeg kolejnych podopiecznych. Uświadomiłem sobie wtedy, że przecież nigdy o tej robocie z nim nie rozmawiałem. Bałem się naruszyć tabu? A może byłem za słaby by pomóc dźwigać brzemię?
Od czasu do czasu sięgam po Jackowe Zapiski.... Uczą pokory, sprowadzają na ziemię. Z czasem, a może bardziej wiekiem, odsłaniają nowe Oblicze. Jestem ogromnie ciekaw ich scenicznej adaptacji. I rzeźb, które Baczak teraz tworzy.
* * *
Byłem sprzątaczem i golibrodą. (…)
Żyłem przed Obliczem.
Jacek Baczak: Zapiski z nocnych dyżurów
PS
Z serii zdarzeń niewytłumaczalnych. O wrocławskiej premierze tekstu Baczaka uslyszałem w radiowej Dwójce, w środę po południu. Bardzo rzadko słucham Dwójki, prawie nigdy o tej porze. Po prostu, włączyłem radio w samochodzie i usłyszałem znajome nazwisko. Magia radia.
56695
2014-04-10 | Dodaj komentarz
DWP
2015-07-22 21:32:37
Cześć Grzesiu Siedzę w Wiedeńskiej knajpie pije piwo i przypadkowo trafiłem na twojego bloga Nie czytałem wszystkiego (w telefonie troche trudno) ale ten o książce Jacka i adaptacji teatralnej tak. Dobrze że o tym piszesz Pozdrawiam Rudy
Grzegorz Olma
2015-07-23 20:25:56
To jest fajne, że czytasz w Wiedniu, a ja pisałem o Wrocławiu i Bielsku siedząc w Katowicach. Pozdrawiam! Gdyby coś, to wiesz jak mnie znaleźć:)
Kibicem jestem marnym. Ostatnio oglądam mecze (a raczej ich niewielkie fragmenty) Zapory Wapienica. Chłopcy są lani przez wszystkich, ale cóż taka dola kibica. Tu jednak pierwszy raz o TS Podbeskidzie. Nie tyle moje myśli, co spostrzeżenia Leszka Jaźwieckiego z Dziennika Zachodniego.

Leszek znawcą sportu jest bez dwóch zdań. Nie trzeba go rekomendować. To co pisze on o klubie z BB jest prawdziwe i niestety smutne. Poniżej cytat z dzisiejszego DZ.

Odkąd Podbeskidzie gra w piłkarskiej elicie, w siedzibie klubu powtarza się niczym mantrę, że Górale funkcjonują w sposób profesjonalny. Poniedziałkowe wydarzenia pokazały, że do profesjonalizmu w tym klubie jest jeszcze bardzo daleko. Ba, nie da się ukryć, że wielu dziennikarzy, zwłaszcza dojeżdżających z daleka, poczuło się po prostu oszukanymi. Ani oni, ani ja osobiście, nie wierzymy, że prezes Glogaza nie wiedział o tym, że Kasperczyka w klubie właściwie już nie ma. A jednak postanowił udawać, że nic się nie dzieje, napawając się zapewne uczuciem posiadania wiedzy niedostępnej pozostałym uczestnikom spotkania.

W ten sposób prezes strzelił jednak samobójczą bramkę. Krótko mówiąc zaprezentował dokładnie taką grę, jaką pokazywali w ostatnich tygodniach piłkarze. I wynik też osiągnął podobny: stracił znaczną część pozytywnego dotychczas wizerunku. A takie szkody odrobić jest równie trudno, jak wygrzebać się ze strefy spadkowej.

Podczas poniedziałkowej konferencji można było pokazać i sukces (pozyskanie Jelenia) i przejrzystość (poinformować o zwolnieniu trenera). Tymczasem zamiast dwóch pieczeni na jednym ogniu dostaliśmy pokaz obłudy.

Całość tekstu red. Leszka Jaźwieckiego można przeczytać na http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/682979,jazwiecki-prezes-gorali-przegral-w-pokera,id,t.html

Promocyjnie i PR-owo to był samobój prezesa Glogazy. Taki na wiwiat do I ligi. Cóż, nie tylko w ekstraklasie kadry w gabinecie, są często, równie ważne jak te na boisku. I tam, i tu liczą się też umiejetności.

38979


2012-10-23 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (1)

Śląskie przekraczanie granic

  
Powyższy tytuł, to nomen omen, hasło przewodnie debaty o Śląsku i Ślązakach w kontekście odbioru spektaklu Miłość w Königshütte Ingmara Villqista.

Jak czytam, w czerwcowym repertuarze katowickiego kina Kosmos, w debacie poświęconej dzisiejszemu pojmowaniu śląskości udział wezmą: Kazimierz Kutz, Ingmar Villqist, Robert Talarczyk, Michał Smolorz, Anna Guzik i Bernard Krawczyk. Spotkanie poprowadzi Jarosław Gibas, redaktor naczelny Nowej Gazety Śląskiej.

Informację o tej debacie wrzucam na bielski portal, bo może ktoś z dyskutantów na blogach szanownych sąsiadów zdecyduje się na przyjazd do Katowic.

Termin debaty to 21 czerwca, czwartek, godzina 17.00. Wstęp wolny, trzeba jednak zarezerwować sobie telefonicznie lub mailowo bezpłatne wejściówki (liczba miejsc ograniczona). Problem w tym, że trzeba je odebrać najpóźniej na 1 dzień przed debatą (tu mogę służyć pomocą).
Kino Kosmos - tel. 32 351 12 20, 32 258 05 08. e-mail: kasa@csf.katowice.pl
35280
2012-06-05 | Dodaj komentarz
bielszczanin
2012-06-05 23:13:32
Organizator (gazeta RAŚ) oraz zestaw dyskutantów nie zwiastuje nic ciekawego. Kolejna dyskusja w swoim gronie, która nie służy dialogowi, tylko propagandzie.
Bulwar Saint-Germain. Restauracja Chez Rene. Dochodzi północ. Po drugiej stronie stolika Barbara Marcinkowska, profesor Konserwatorium Narodowego w Wersalu, wybitna wiolonczelistka od ponad 30 lat mieszkająca we Francji. Dzięki przyjaciołom Artura, którzy przyjaźnią się z panią Barbarą i ja ma okazję uczestniczyć w tej kolacji.
Biesiadujemy przy jagnięcinie, żabich udkach i kaczce. Pijemy wina z doliny Rodanu, calvados i armaniak (1963 r). Rozmawiamy o czekoladzie, francuskiej kuchni i Paganinim. Pani profesor mówi, że nie można żyć wyłącznie przeszłością.

40 lat temu pani Barbara była prawdziwą gwiazdą muzycznej Warszawy. Jako młodziutka artystka była koncertmistrzem w Orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji a także Orkiestrze Kameralnej Filharmonii Narodowej. To ona wykonuje solową partię wiolonczeli w popularnym utworze Skaldów - Prześliczna wiolonczelistka. W teledysku z 1969 roku wiolonczelistką jest piękna Ewa Szykulska, która pozoruje grę na instrumencie.

Siedząc przy jednym stole z Meastrą przychodzi mi do głowy film Woody'ego Allena - O północy w Paryżu. Amerykanin przywołuje w nim postaci artystycznej bohemy 20-lecia międzywojennego. Ożywia Hemingwaya, Scotta Fitzgeralda, Pabla Picassa. Zastanawiam się czy 90 lat temu mógłbym trafić choć na jednego z nich w którejś z kafejek Montmartre czy Saint-Germain.

Pora wracać do hotelu. Jeszcze kilka kroków w stronę pobliskiego mieszkania Pani Barbary. Tuż obok Chez Rene jest La Tour d'Argent. Ponoć jedna z najdroższych paryskich restauracji, gdzie rezerwacja stolika graniczy z niemożliwością. Na pewno jest to jedna najstarszych o ile nie najstarsza restauracja w tym mieście. Powstała w 1582 roku!!!

W ciepłą, październikową noc w środku Paryża rozglądam się za mrocznym hrabią de Saint-Germain. Może jest w jednej z taksówek przejeżdżających obok? Szkoda, że nie uda mi się zapytać go o tajemnicę nieśmiertelności. Artura - kumpla od studenckich czasów - też o to nie pytam. W końcu jest tyle innych tematów do obgadania....
31026
2011-10-21 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

60 lat Żeroma

  
W minioną sobotę moje liceum obchodziło swoje 60-lecie. Na szkolnym zjeździe spotkałem ludzi, których nie widziałem od ćwierć wieku. 25 lat temu zdawałem tam maturę.

W Księdze Jubileuszowej, która ukazała się z okazji urodzin szkoły znalazł się taki mój tekst:

Mocny początek
Choć sporo lat minęło, pamiętam pierwszy dzień w szkole. Zaczęło się jak u Alfreda Hitchcocka. 1 września, inauguracja roku na szkolnym boisku. Pod koniec części oficjalnej odczytano listę bodajże kilku osób ...relegowanych ze szkoły. W ten sposób Żerom wpisał się w kontekst historyczny ówczesnych czasów.
1982 rok to środek stanu wojennego. 30 sierpnia, dwa dni przed rozpoczęciem szkoły, miała w miejsce w mieście demonstracja w związku z drugą rocznicą porozumień sierpniowych. Gaz łzawiący użyty do jej rozpędzenia na ulicy Barlickiego czuć było także dnia następnego. Ci, których wyrzucono ze szkoły zostali tam zatrzymani przez milicję.
Na szczęście inaczej niż u Hitchcocka, kolejne obrazki z liceum były dużo przyjemniejsze.


Dobra znajoma
Jedyną osobą z kadry pedagogicznej, którą udało mi się wcześniej poznać była Pani Profesor Elżbieta Biskup. Pani Ela, bo tak się do niej zwracałem jako uczeń podstawówki, spędzała część wakacji w tym samym miejscu co ja - w Julinku niedaleko Łańcuta. Ona była tam wychowawczynią jednej z grup, a także kierownikiem koloni, ja kolonistą. Panią Elżbietę trudno było nie zapamiętać. Jako organizatorka nocnych jumpingów, „żabek" i tzw. „krzesełek" pod ścianą wpisywała się w pamięć mających problemy z zaśnięciem kolonistów. Ale wakacje mają swoje prawa i swój urok.
W trakcie roku szkolnego Pani Profesor, która uczyła mnie chemii, okazała się sympatycznym i bardzo wymagającym nauczycielem. I tylko trochę żałuję, że choćby po lekcjach, nie organizowała na długim szkolnym korytarzu zawodów w skokach w przysiadzie. Po ostrym wakacyjnym treningu miałbym spore szanse w rywalizacji z kolegami....

Śpiewać nie każdy może
Choć Jerzy Stuhr (także absolwent Żeroma) twierdził na festiwalu w Opolu, że śpiewać każdy może to ja jestem zaprzeczeniem tej tezy. A było to tak.
O tym kto z uczniów liceum przez kolejne lata będzie się uczył plastyki a kto muzyki decydował jednoosobowo Pan Profesor Leszek Polak. Prowadził on znakomity chór i zespół kameralny. Na początku września Pan Profesor przesłuchiwał wszystkich delikwentów wyławiając rokujące muzycznie jednostki. Nie wiem jak to się stało, ale pomyślnie przeszedłem pierwsze sito eliminacji dzisiejszego odpowiednika Mam talent albo X-Factor i trafiłem do grupy uczniów uczęszczających na lekcje muzyki. W naszej szkole było to równoznaczne ze śpiewaniem w chórze. Ja zaśpiewałem w nim tylko dwa razy, a właściwie wziąłem udział w dwóch próbach. Na początku drugiej - usłyszałem: Olma śpiewaj, Olma nie śpiewaj, Olma możesz wyjść.
Wyszedłem skutecznie, pojawiając się na lekcjach muzyki tylko przed końcem semestru. Ja nie przeszkadzałem Panu Profesorowi, Pan Profesor przymykał oko na moje nieobecności nie wpisując ich do dziennika.
W tym samym czasie w chórze Profesora Polaka śpiewał Dariusz Machej, dziś znakomity bas, gwiazda scen operowych w Polsce i na świecie. Może te dwie próby wystarczą, by się pochwalić, że śpiewałem razem z Mistrzem?


Byłem Rumcajsem

Pani Profesor Krystyna Gołebiowska. Nieżyjąca już rusycystka była jedną z ikon szkoły. Nie byłem jej uczniem ale byłem...Rumcajsem. Przez szereg lat Pani Profesor prowadziła koło turystyczne Rumcajs albo Rumcajsy (pamięć bywa zawodna). Wędrówki po górach były dla niej czymś więcej niż hobby, były całym życie. W trakcie roku szkolnego nie brałem udziału w sobotnich wypadach, za to w wakacje dwukrotnie uczestniczyłem w obozach przez nią organizowanych. Dwa tygodnie spędzone w Beskidzie Niskim to niezapomniana do końca życia traperska przygoda. Obozowanie pod gołym niebem, odkrywanie wysiedlonych łemkowskich wsi i pusty, niemal bezludny szlak z Gorlic do Komańczy. Mocne wrażenia przywiozłem też z obozu w Tartach.
W górskich wędrówkach Rumcajsom czasami towarzyszyli wówczas już wiekowi rodzice Pani Profesor - Państwo Julia i Teofil Gołębiowscy. Barwni, ujmujący ludzie pięknie opowiadający o górach i przyrodzie, którzy pod koniec lat 30. XX wieku wędrowali po Karpatach Wschodnich i Huculszczyźnie.


Czerwone spodnie i banany

Do szkoły średniej chodziłem raczej w latach szarych, choć nie smutnych. Próby ubarwienia rzeczywistości napotykały jednak na sprzeciw opornej materii.
Irek, kolega z klasy, wyróżniał się fryzurą i ... czerwonymi spodniami. To przez włosy i kolor spodni regularnie wzywany był na dyrektorski dywanik. Niektóre koleżanki musiały wyjść z sali bo miały na twarzy delikatny makijaż. Mogły wrócić po zmyciu go w toalecie.
Za to po lekcjach czadu dawała kapela pod niezapomnianą nazwą Poranne Wzwody Szorstkich Bananów. Grał w niej Jacek z klasy mat-fiz.

30392

2011-10-05 | Dodaj komentarz
p.kubica
2011-10-16 22:28:49
witaj, a przyszywane tarcze, domowe kapcie i obowiązkowe pochody pierwszo-majowe - pamiętamy :) pozdrawiam
grzegorzolma
2011-10-17 11:01:45
Piotrze, zadziałała autocenzura. Wiesz, do niektórych historii nie chce się wracać... Inne człowiek wypiera z pamięci.

Informacje:


Grzegorz Olma

Twitter @Golma

e-mail: gregolma(at)me.com

Bielszczanin od urodzenia. Chwilowo ...od 15 lat, mieszkam w Katowicach. Wolny czas najchętniej spędzam w Jaworzu. Najlepiej regeneruję siły w magicznym miejscu jakim jest BB.

Z wykształcenia jestem politologiem. Kiedyś parałem się dziennikarstwem. Teraz zajmuję się działaniami public relations. Od czasu do czasu mam ochotę wypowiedzieć się publicznie.

Bielsko-Biała to moje miasto. Dobrze się w nim czuję, mam tu rodzinę, przyjaciół, mnóstwo znajomych. Dom z najbliższymi mam jednak w Katowicach. Ten fakt zmienia perspektywę, stąd ....pryzmat śląski.


_______________________________________

Archiwum:


2014
» kwiecień (1)

2012
» październik (1)
» czerwiec (1)

2011
» październik (2)
» wrzesień (1)

2010
» grudzień (1)
» listopad (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (1)
» lipiec (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (1)
» luty (1)
» styczeń (1)

2009
» grudzień (1)
» listopad (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» czerwiec (1)
» maj (1)
» marzec (3)
» luty (1)
» styczeń (2)

2008
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» lipiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (3)
» luty (3)

Ostatnie komentarze


[Grzegorz Olma]
To jest fajne, że czytasz w Wiedniu, a ja pisałem o Wrocławiu i Bielsku siedząc...
[DWP]
Cześć Grzesiu Siedzę w Wiedeńskiej knajpie pije piwo i przypadkowo trafiłem na twojego bloga Nie...
[Gracjan]
Garść informacji na temat gorących źródeł: gorące źródła

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 89723
Newsów: 45
Komentarzy: 178
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Pryzmat śląski, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała